Jak u Bergmana
środa, 18 stycznia 2012 13:29
Grupa teatralna „Zamiast”, która ze swoim spektaklem „Król Ubu” zdobyła na „Arlekinadzie” niemal wszystkie możliwe nagrody, tym razem na warsztat wzięła jeden z najsłynniejszych i najwybitniejszych filmów w historii kina – „Siódmą pieczęć” Bergmana. I choć zadanie to dość karkołomne, dała radę.
Co ciekawe, sam Bergman nakręcił wspomniany film na podstawie własnej jednoaktówki „Malowidło na drzewie” (Trämålning), był to więc swoisty powrót jego scenariusza na „teatralne deski”. Grupa Grażyny Smolibockiej czerpiąc pełnymi garściami z filmowych dialogów, w mistrzowski sposób skróciła 90-minutowy pierwowzór o ponad połowę, nie gubiąc ani jego sensu, ani niepokojącego klimatu. Pomysłowo wybrnęła nawet z kompletnie nieteatralnej, słynnej sceny z biczownikami przerywającymi przedstawienie.
Śmierć, która w filmie Bergmana pojawia się (najczęściej niespodziewanie) pomiędzy bohaterami, w spektaklu grupy „Zamiast” góruje nad sceną i aktorami z dziwacznego podestu, który podczas całej sztuki znajduje zaskakująco wiele zastosowań. Tu pochwały należą się autorce scenografii – Agnieszce Gierach. Jednak na największe brawa zasłużyli opiekunka grupy oraz jej aktorzy. „Siódma pieczęć” w ich wydaniu to rzecz spójna, gdy trzeba zabawna, choć ogólnie nieco przytłaczająca. Jak u Bergmana.
Chyba najlepszym dowodem na to, że filmowe pytania i rozterki udało się przenieść na scenę była cisza, jaka przez cały czas panowała w sali Domu Kultury w Tarnowie Podgórnym. I jednocześnie ta sama cisza, bardziej nawet niż końcowe owacje, była najlepszą recenzją spektaklu. Gratulacje.